• Wpisów:2628
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:471 790 / 3548 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Miałam strasznę noc, jeden z gorszych scenariuszy ...dla mnie. Teraz siedzę w pracy spijam herbatkę i staram się zapomnieć. Chciałam się pożalić R, ale nie odebrał telefonu. Zadzwoniła tylko mama to i tak sukces. Wczoraj troszkę pozałatwialiśmy, pokłóciliśmy się o kasę, ale wieczorem już było ok.
 

 
Dziś koniecznie muszę zaciągnąć R do kościoła heh bedzie ciężko, może go jakoś przekupię. Sama nie mam nastroju na spowiedź , ale jak się chcę ślub kościelny .....Ostatnie 17 minut w pracy, zaraz zacznę się powoli zbierać. W domku już czeka rosołek mniam, nie mogę się doczekać. Nim się doczołgam do domu to i tak minie 35 - 40 minut ;/aaa i dziś muszę wracać do domu sama, bo a ma wolne. Eh posłucham sobie muzyczki przez drogę i jakoś zleci ;p
 

 
Hmm chyba wybiorę na 99% ten pierwszy, ale zamiast tej róży w centrum chcę lilię. Wogóle to bardzo lubię lilię, moja teściowa wręcz przeciwnie;p mówi, że to takie pogrzebowe kwiatki. A może naprawdę tak jest....Jejku ogarnia mnie stres, w pracy muszę siedzieć, a jeszcze tyle rzeczy do załatwienia Muszę opracować jakiś sensowny plan, żeby nie obudzić się z ręką w nocniku.
 

 
Wybieram bukiet, który ładniejszy????????
 

 
Siedzę w pracy jak zwykle, dzwonię i załatwiam różne rzeczy związane ze ślubem. W międzyczasie odbieram telefony od klientów. Jak na złość szefostwo siedzi w biurze, a ja za bardzo nie mam co robić więc troszkę się ukrywam u siebie
 

 
Siedzę już w domu, R mnie odwiózł - ostatnie dni w rodzinnym domku, będę tęsknić oj aż się łezka kręci heh pogoda do bani, co raz zimniej, oby 27 było jeszcze troszkę słonka.
 

 
1,5 h do końca pracy, oczywiście pada A muszę parę rzeczy załatwić na mieście. Parasola - brak (za ciężko dźwigać w torebce), mam za swoje. Dobrze, że w japonkach dziś do pracy nie przyszłam ;p Spijam kawkę, i powoli kończę moją robotę co mnie niezmiernie cieszy, bo jakoś mi nawet idzie bezproblemowo. Nawet w miarę czas leci, to pocieszające przy poniedziałku.
 

 
Potwierdziły się moje przypuszczenie, poniedziałek nie należy do najprzyjemniejszych dni. Dużo pracy, a chęci prawie wcale. Wogóle chcę do domu !!!! A przynajmniej krótką drzemkę najlepiej przed tv. Dzisiaj dalsza część załatwiania przedślubnego, tym razem kościół i obrączka, która na R okazała się za mała i trzeba było powiększyć ;p Zostało 18 dni, tak niewiele eh a jeszcze tyle załatwiania.... Muszę jak najszybciej wszystko pozałatwiać, żeby mniej się stresować. Póki co praca ;p
 

 
Koniec niedzieli, koniec weekendu, jutro do pracy ( uff poniedziałki są najgorsze. Fajny był weekend ale jak zwykle minął za szybko. Z R pokłóciliśmy się z 2 razy, ale tak delikatnie. Dziś od rana dzień lenia, teraz idę do łózia, mam nadzieję, że coś ciekawego jest w tv. Mam nowy odcinek Dextera, ale dziś chyba już nie dam rady oglądnąć. Dobranoc
 

 
Załatwiłam dziś kwiaty na ślub, uff w końcu powoli układanka się zaczyna kończyć. Za 3 tygodnie o tej porze będę przerażona hehheheh na razie staram się nie myśleć o tym nazbyt intensywnie.
 

 
Dalej czekam na R, był chwilkę ale musiał odstawić samochodzik, no jak ma być taki mój piąteczek to dziekuję, nuda straszna (
 

 
Idę po bronxa, dziś spędzimy piątek w domu - R będzie zmęczony po podróży
 

 
Czekam właśnie na R, byłam na małych zakupkach (farba do włosów, szminka i podwiązka) - bardzo małych. Nie wiem nic mi się nie podoba, a jak już spodoba to:
a) źle leży
b) nie ma mojego rozmiaru
c) kosztuje tyle co pół mojej wypłaty
d) ma jakąś wadę, oczywiście w sklepie mnie zapewniają, że jej nie widać, albo da się łatwo usunąć (plama), itp..
Swoją drogą jak mam coś iść i kupić do ubrania to wolę zrobić to jak już naprawdę muszę. Nie to, że nie lubię ciuszków - ja je wręcz kocham Po prostu w moim mieście jest jakiś mały wybór i z reguły ceny są szokujące.
 

 
No i mam co chciałam, trochę ponad godzina do końca, a na moim biurku piętrzy się sterta papierzysk masakra, jak ja tego nie lubię nie można było rano ich przynieść ;/ grr wszystko na ostatnią chwilę......
 

 
Jeszcze tylko 2 godzinki w pracy i weekend najbardziej lubię piątek o godzinie 16, kiedy już gotowa do wyjścia czekam na moją koleżankę A, szybkie podlanie kwiatków i droga do domu
Narazie nuda, może w coś pogram??? Heh taka praca: czasami leżę z nudów, a czasami po prostu nie wiem w co ręce włożyć.
Narazie jak coś wszystko mam pod kontrolą, porobione zaległości, czekanie na dokumenty, narazie mało telefonów i raczej bezproblemowe.
To dobrze, oby więcej spokojnych dni. Pewnie od poniedziałku się zacznie ....;p Może troszkę sprzątne biurko
 

 
Ojoj zostało 21 dni do ślubu, rozbolał mnie brzuszek jutro mocne postanowienie pozałatwiania rzeczy odkładanych na później. No i dzisiaj też może coś załatwię..... Dosyć lenienia się !!!!
 

 
Dobrze, że dziś wypłata (oby nie obcięta za ostatni miesiąc ), to może będzie jedyny plus z dzisiejszej roboty. Ogólnie chodzę dziś podminowana. R pojechał, dzwoniłam do Niego, ale nie miał czasu na rozmowę ;/Zresztą może i lepiej, bo zaczęłabym go zanudzać pracą hehhehe, a akurat tego tematu zawsze unikamy - są przecież ciekawsze. Idę na kawusię
 

 
Myślałam, że będzie dziś spokojnie, ale niestety sajgon w robocie. Grożą zwolnieniami i zmianami stanowisk - wisi mi to, byle nie musiałabym siedzieć w pokoju z kimś ode mnie starszym. Nie to że mam coś do ludzi starszych, np. w wieku mojej mamy, chodzi o to, że ciężko się z nimi dogadać w pracy. Na dodatek mają swoje nawyki, a ja nie mam zamiaru tracić stanowiska na które zasłużyłam ciężką pracą, tylko dlatego że ktoś jest ode mnie starszy.
Zresztą nie przepadam za "nowymi" w pracy, to takie irytujące. Szczególnie jak trzeba wszystko tłumaczyć po 10 razy, bo komuś nie chce się nawet zapisać. Ja mam taki gruby zeszyt, w którym zapisuję co raz to nowe rzeczy, praktycznie pęka w szwach. I jak mam potrzebę zaglądnąć i przypomnieć coś sobie to nie muszę nikomu dupy zawracać. Wogóle to jestem typem "Zosi - samosi", zresztą nienawidzę się o cokolwiek kogoś prosić ....
 

 
R się droczy ze mną, nie chce przyjechać - a mi tak smutno( Nie chce się ze mną widzieć, to pewnie za wczoraj. Byłam z koleżankami, a teraz On nie ma dla mnie czasu. Straszna nuda, pogram w Spore, bo nieźle czas zabija....
 

 
W końcu do domu i jutro wogóle będzie lepiej, piątek, wypłata )))))
 

 

#R

R

Została niecała godzinka, po czym mogę uciekać do domku, już się nie mogę doczekać. Straszne nudy na pudy grr. Może R po mnie przyjedzie, byłoby super, bo się troszkę za nim stęskniłam
Jesteśmy razem od 7 lat i około 3 mcy, i mam nadzieję, że zostaniemy razem na zawsze
Troszkę się zdenerwował na mnie rano, ale chyba miał rację. Powinnam mu bardziej ufać i nie wierzyć w plotki, bo ludzie potrafią być okrutni. Głupio mi teraz ....
Normalnie to chciałabym żeby już tu był, ale i tak nawet jak się pojawi to będzie miał teraz na mnie focha pare dni. Hm;/ Może go czymś przekupię jutro jedzie do Bielska, mogłam wziąść wolne ( i z nim pojechać, ale oczywiście nie ma w pracy nikogo z szefostwa, żeby się choć spytać o wolne(
 

 
Wrzesień jest dla mnie ważnym miesiącem w tym roku, dużo się w nim zmieni. Po pierwsze wyjdę za mąż , a co się z tym łączy wyprowadzę się z domu. Odliczanie trwa, nerwówka też, dużo rzeczy wciąż nie załatwionych pomoc znikoma heheheh. Zawsze wydawało mi się to takie proste, teraz z doświadczenia wiem, że piękny ślub kosztuje wiele nerwów, czasu, załatwiania i .. pieniędzy. Niestety koszta są dość spore, nawet głupoty typu fryzura urasta do rangi mega wysiłku fryzjerki, za co trzeba słono zapłacić. Zwykły bukiet - za samą nazwę "ślubny" staje się droższy o przynajmniej 100 %. Ale to tylko czubek góry lodowej, tylko dodatki, to te gwiazdki - koszty o których się nie myśli.
Przeraża mnie i paraliżuje strach, że nie zdąże wszystkiego załatwić brrr
 

 
Siedzę właśnie w pracy, piękna pogoda za oknem a ja muszę się jeszcze męczyć 2 godziny 20 minut - po prostu koszmar Czasami myślę, że mam jedną z bardziej nudnych prac. Wydaje mi się, że w kółko robię to samo i na dodatek wieczne sterty papierów piętrzące się na biurku ( W przyszłym wcieleniu nie pójdę na Ekonomię )) Wogóle koleżanka z pokoju ma dziś wolne i nawet nie ma z kim pogadać, zostaje radio i komp i papierzyska. Staram się pracować, ale marnie mi idzie - myślę o tym jak jest pięknie za oknem, a ja uwięziona w czterech ścianach, przygnieciona biurkiem, ogłuszona drukarką i napromieniowana monitorem eh, wakacje
 

 
Udało się ) Po całodniowym "odzyskiwaniu" mojej poczty, mogłam w końcu aktywować pingerka Mogę w końcu pisać ....